— Jakże mógłbym tego dokazać, kiedy sam jej mąż nie może? Znasz charakter baronowej, nikt na nią nie ma wpływu, robi tylko to, co jej się podoba.
— Gdybym ja był na twoim miejscu...
— No, no, co takiego?
— Wyleczyłbym ją z tego, byłaby to wielka przysługa dla jej przyszłego zięcia.
— Jak?
— Twoje stanowisko sekretarza przy ministrze czyni z ciebie autorytet, jeśli idzie o wiadomości. Ledwie otworzysz usta, a agenci giełdowi już w lot stenografują twoje słowa. Spraw, aby przegrała raz po razie ze sto tysięcy franków, a będzie rozważniejsza.
— Nie rozumiem — wyjąkał Lucjan.
— A przecież to jasne — odparł młody człowiek z nieudawaną naiwnością. — Donieś jej na przykład któregoś dnia coś nadzwyczajnego, coś, co przyszło telegrafem i tylko ty o tym wiesz. Na przykład, że Henryk IV odwiedził wczoraj Gabrielę; po takiej wieści papiery przecież na pewno skoczą do góry; baronowa ulokuje w tych papierach sporą sumkę i straci ją od razu, bo nazajutrz Beauchamp napisze w swojej gazecie:
Ludzie jakoby dobrze poinformowani nie mają racji utrzymując, że widziano, jak król Henryk IV odwiedził wczoraj Gabrielę. Wieść ta jest absolutnie nieprawdziwa. Król Henryk IV nie opuścił Pont-Neuf.
Lucjan roześmiał się nieszczerze. Monte Christo, obojętny na pozór, nie stracił ani słowa z całej tej rozmowy, a jego przenikliwy wzrok wyczytał nawet w zakłopotaniu sekretarza jakąś tajemnicę.