Albert wcale nie dostrzegł zakłopotania Lucjana — a jednak właśnie przez nie Lucjan zabawił u hrabiego krócej, niż zamierzał. Wyraźnie czuł się nieswojo.
Hrabia, odprowadzając go do drzwi, szepnął mu kilka słów do ucha, na które Lucjan odpowiedział:
— Jak najchętniej, panie hrabio, zgadzam się.
Hrabia wrócił do Morcerfa.
— Panie Albercie, czy zastanowiwszy się dobrze — rzekł — nie myślisz pan, że postąpiłeś trochę niezręcznie, mówiąc w ten sposób do pana Debray o swojej przyszłej teściowej?
— E, panie hrabio — obruszył się Albert — proszę, niech pan jej tak nie nazywa.
— Pańska matka naprawdę jest aż tak przeciwna temu małżeństwu?
— Do tego stopnia, że baronowa bardzo rzadko jest do nas zapraszana, a nie wiem, czy matka była u niej choć ze dwa razy.
— No, to mogę bez obawy porozmawiać z panem otwarcie: pan Danglars jest moim bankierem, pan de Villefort obsypał mnie grzecznościami za przysługę, którą mu przypadkowo wyświadczyłem. Podejrzewam, że przez to wszystko czeka mnie lawina obiadów i rautów. A więc, aby nie przesadzać z wystawnością tych przyjęć, a zarazem uprzedzić i być górą nad naszymi znajomymi, postanowiłem zaprosić do mojego wiejskiego domu w Auteuil państwa Danglars i państwa de Villefort. Jeżeli zaproszę także pana i pańską rodzinę, czy nie będzie to aby wyglądało na jakieś spotkanie matrymonialne? A przynajmniej pańska matka mogłaby tak pomyśleć, zwłaszcza jeśli pan Danglars uczyni mi zaszczyt i zabierze ze sobą córkę. I wtedy pańska matka mnie znienawidzi, a ja tego absolutnie sobie nie życzę. Wręcz przeciwnie i proszę, abyś pan powtarzał pani hrabinie przy każdej okazji, że zależy mi niezmiernie, aby myślała o mnie jak najlepiej.
— Do licha, hrabio, dziękuję panu bardzo za tę szczerość i zgadzam się, aby nas pan nie zapraszał. Mówisz pan, że chciałbyś, aby moja matka myślała o panu ciepło. Ależ ona ma na pana temat same ciepłe myśli!