— Noirtier, ulica Coq-Héron, nr 13 — przeczytał szeptem, blednąc coraz bardziej.

— Tak — odpowiedział Dantès zdziwiony. — Czy go pan zna?

— Nie — odrzekł żywo Villefort. — Wierny poddany króla nie może mieć znajomych wśród konspiratorów.

— Więc chodzi o jakiś spisek? — wykrzyknął Dantès, przejęty znów trwogą, po tym, jak już czuł się na wolności. — Tak czy inaczej, powiedziałem już panu, żem nie znał zupełnie treści tego listu.

— Tak — odparł stłumionym głosem Villefort — ale znasz pan nazwisko tego, do którego był adresowany.

— Nie mogłem nie znać, bo jakże mógłbym inaczej oddać list.

— Nikomu tego listu nie pokazywałeś? — pytał Villefort i w miarę jak odczytywał list, bladł coraz bardziej.

— Nikomu, ręczę słowem.

— I nikt nie wie, żeś miał u siebie list z Elby do pana Noirtier?

— Nikt, oprócz tego, który mi go dał.