Hrabia odprowadził go wzrokiem, a gdy młodzieniec znikł za drzwiami, nacisnął ukrytą sprężynę; w jednym z obrazów płótno odchyliło się od ramy, tworząc szparę, przez którą można było obserwować, co się dzieje w salonie.
Andrea zamknął za sobą drzwi i podszedł do majora, który wstał na odgłos kroków.
— Ach, panie ojcze, ojcze najdroższy! — zawołał Andrea tak głośno, aby hrabia mógł to usłyszeć przez zamknięte drzwi — czy to naprawdę ty?
— Witaj, ukochany synu — rzekł z powagą major.
— Po tak długiej rozłące, cóż to za radość, że możemy się znów spotkać! — mówił Andrea, popatrując wciąż w stronę drzwi.
— Jak sobie życzysz, synu.
I mężczyźni uściskali się tak, jak to się robi w Teatrze Francuskim — to znaczy padli sobie sztywno i z rozmachem w ramiona.
— I już nigdy się nie rozłączymy, prawda?
— Ależ oczywiście. Ale zdaje mi się, synku, że uważasz teraz Francję za swoją drugą ojczyznę?
— Prawdą jest, że byłbym zrozpaczony, gdybym musiał opuścić Paryż.