— I człowieka, którego znasz dopiero od tygodnia, nazywasz przyjacielem? O, Maksymilianie, nie sądziłam, że jesteś tak rozrzutny w nazywaniu ludzi tym pięknym imieniem.
— Z punktu widzenia logiki masz rację. Ale cokolwiek powiesz, nie przestanę ufać temu instynktownemu uczuciu. Wierzę, że ten człowiek wywrze wpływ na wszystko, co mi się dobrego zdarzy w przyszłości. Wydaje się, przenika wzrokiem tę przyszłość i kieruje nią swoją potężną ręką.
— To chyba jakiś jasnowidz? — uśmiechnęła się Valentine.
— Naprawdę, aż mnie kusi, aby wierzyć, że widzi przyszłość... a zwłaszcza to, co w niej dobre.
— O! — rzekła ze smutkiem Valentine. — Poznaj mnie z nim, niech mi powie, czy miłość wynagrodzi mi wszystko, co wycierpiałam.
— Biedactwo, przecież go znasz!
— Ja?
— Tak, ty. To on przecież uratował twoją macochę i Edwarda.
— Hrabia Monte Christo?
— No tak.