— Valentine, miłość nasza jest dla mnie czymś świętym i jak każdą świętość okryłem ją szacunkiem i zamknąłem w sercu. Nikt na świecie, nawet siostra, nie domyśla się tej miłości, nikomu się z niej nie zwierzyłem. Czy pozwolisz, abym powiedział o tej miłości przyjacielowi?
Valentine zadrżała.
— Przyjacielowi? O mój Boże, dreszcz mnie przebiega, gdy tak mówisz. Przyjacielowi? Kim jest ten przyjaciel?
— Posłuchaj, Valentine: czy ci się zdarzyło kiedykolwiek poczuć nieprzezwyciężoną sympatię do osoby, którą widzisz po raz pierwszy? Zdaje ci się wtedy, że znasz ją od wieków, zastanawiasz się, kiedy i gdzie ją widziałaś, a ponieważ nie możesz sobie przypomnieć, dochodzisz do wniosku, że to było chyba w poprzednim życiu i że ta sympatia to tylko budzące się wspomnienie?
— Tak.
— Otóż właśnie tego doświadczyłem, gdy po raz pierwszy ujrzałem tego nadzwyczajnego człowieka.
— Nadzwyczajnego człowieka?
— Tak.
— To pewnie znasz go już od dawna?
— Od siedmiu czy dziesięciu dni.