— Nawet u ciebie dziś nie byłam; ktoś ci coś musiał o mnie powiedzieć?
— Tak — przytaknął żywo pan Noirtier.
— No, niechże się zastanowię. Boże drogi, przysięgam ci, dziadziu... A!... Właśnie wyszedł stąd ojciec z macochą?
— Tak.
— I to oni ci powiedzieli coś takiego, że się tak zdenerwowałeś? Co to mogło być? Mam ich zapytać, o co chodzi, abym się mogła przed tobą usprawiedliwić?
— Nie, nie! — odpowiedział spojrzeniem.
— Przerażasz mnie! Boże, co oni ci mogli powiedzieć?
Zastanowiła się.
— O, już mam! — zniżyła głos i podeszła do dziadka. — Czy aby nie mówili ci o moim ślubie?
— Tak — odpowiedział gniewny wzrok.