Zaraz potem wbiegła do pokoju Valentine, wciąż zaróżowiona z emocji.

Spojrzała na dziadka — i natychmiast odgadła, jak bardzo cierpiał i że ma jej wiele do powiedzenia.

— Och, dziaduniu, co tu się stało? — zawołała. — Ktoś cię rozgniewał? Gniewasz się, prawda?

— Tak — dał znak starzec, przymykając oczy.

— Na kogo? Na ojca? Nie; na macochę? Nie... Na mnie?

— Tak.

— Na mnie? — zdumiała się Valentine.

Starzec przytaknął.

— Ale co ja takiego zrobiłam, dziaduniu?

Nie było odpowiedzi, więc pytała dalej: