Noirtier spojrzał na Valentine z takim cierpieniem w oczach, że natychmiast zastąpiła drogę notariuszowi.

— Proszę pana — odezwała się — języka, którym porozumiewam się z dziadkiem, można się nauczyć bardzo łatwo, mogę pana tego nauczyć w kilka minut. Proszę powiedzieć, czego panu trzeba, abyś miał pan całkowicie spokojne sumienie?

— Aby akt był ważny, muszę mieć pewność, czy klient wyraża aprobatę czy też dezaprobatę. Testator może być chory na ciele, ale musi mieć zdrowy umysł.

— A więc dzięki dwóm znakom upewni się pan, że mój dziadek jest w pełni władz umysłowych. Dziadek nie może mówić ani się poruszać, ale gdy chce powiedzieć „tak”, zamyka oczy, a gdy chce powiedzieć „nie” — mruga nimi. Wystarczy to panu, aby się z dziadkiem porozumieć. Proszę spróbować.

W spojrzeniu, które starzec przesłał Valentine, malowało się tyle czułości i wdzięczności, że zrozumiał je i sam notariusz.

— Słyszał pan i zrozumiał wszystko, co powiedziała pańska wnuczka? — zapytał.

Noirtier przymknął powoli oczy i otwarł je po chwili.

— I potwierdzasz to, co powiedziała? To znaczy, czy potwierdzasz pan znaki, dzięki którym — jak mówiła — komunikujesz pan swoje myśli?

— Tak — dał znak starzec.

— Czy to pan kazałeś mnie wezwać?