— Tak.

— Aby spisać testament?

— Tak.

— I nie chcesz pan, bym odszedł, nim nie spiszemy tego testamentu?

Sparaliżowany zamrugał żywo oczyma.

— Już pan rozumiesz? — zagadnęła Valentine. — Będzie miał pan spokojne sumienie?

Ale zanim notariusz zdołał odpowiedzieć, Villefort odprowadził go na stronę.

— Czy sądzisz pan, że tak straszliwy wstrząs fizyczny, jakiego doznał mój ojciec, mógł nie wpłynąć wcale na jego władze umysłowe?

— To mnie zbyt nie martwi — odparł notariusz. — Zastanawiam się tylko, jak odgadniemy jego myśli, aby sprowokować odpowiedzi.

— Widzisz więc pan, że to niemożliwe.