— Znakomicie — oświadczył Monte Christo Morrelowi, który był u niego właśnie w chwili, gdy ogłoszono wiadomość o dziwacznym zawirowaniu na giełdzie, którego padł ofiarą Danglars — za dwadzieścia pięć tysięcy franków odkryłem coś takiego, że zapłaciłbym za to sto tysięcy.

— Cóż to pan odkrył? — zapytał Maksymilian.

— Odkryłem, jak uwolnić ogrodnika od koszatek, które wyjadają mu brzoskwinie.

61. Widma

Na pierwszy rzut oka dom w Auteuil nie miał w sobie nic nadzwyczajnego, nic, czego można by się spodziewać po rezydencji pana równie znakomitego jak Monte Christo; ale owa prostota wynikała z rozkazów hrabiego, który zażyczył sobie, by nie zmieniano w niczym zewnętrznego wyglądu domu. Aby się przekonać, że wydał zupełnie inne rozkazy co do wnętrza, wystarczyło otworzyć drzwi.

Pan Bertuccio przeszedł sam siebie — umeblowanie było w najlepszym guście, a wszystko zostało urządzone błyskawicznie. Jak niegdyś książę d’Antin wyciął w jedną noc całą aleję drzew, bo zasłaniała widok Ludwikowi XIV, tak w ciągu trzech dni pan Bertuccio obsadził dziedziniec — do tej pory zupełnie pusty — wspaniałymi topolami i sykomorami. Drzewa ocieniły fasadę domu, a przed nią, zamiast dotychczasowego bruku zarośniętego zielskiem, ułożono owego sobotniego ranka rozległy kobierzec trawy, na której wciąż perliły się krople wody, którą ją zroszono.

Wszystkie te rozkazy wydał zresztą sam hrabia; sam wręczył Bertucciowi plan, na którym oznaczył ilość drzew i miejsce, gdzie miały być zasadzone, a także wymiary gazonu.

Tym sposobem dom zmienił się nie do poznania — sam Bertuccio przyznawał, że trudno mu go rozpoznać w takiej oprawie zieleni.

Intendent nie zmartwiłby się zbytnio, gdyby mógł dokonać także paru zmian w ogrodzie; ale hrabia kategorycznie zakazał dotykać tam czegokolwiek. Bertuccio wynagrodził to sobie, przystrajając mnogością kwiatów przedpokoje, schody i kominki.

O nadzwyczajnych uzdolnieniach intendenta i wielkiej wiedzy jego pana o tym, że jeden znakomicie umiał służyć, a drugi wiedział, jak kierować służbą, świadczyło to, że dom ten, pusty od dwudziestu lat, jeszcze wczoraj ponury i smutny, przesycony mdłym zapachem — chciałoby się rzec: zapachem czasu — w ciągu jednego dnia obudził się do życia, nabrał zapachu i zajaśniał wedle gustów właściciela. Przyjechawszy na miejsce hrabia zastał tu swoje książki, broń, obrazy, a w przedpokojach psy, za których karesami przepadał, i ptaki, których śpiew lubił. Cały ten dom zbudził się z długiego snu — niczym pałac Śpiącej Królewny — i wszystko w nim żyło, śpiewało i jaśniało radością, jak w tych naszych ukochanych domach, w których zawsze zostawiamy część naszego ja, nawet jeśli nieszczęście zmusi nas, byśmy z nich wywędrowali.