— Proszę pana — rzekł doń z uśmiechem Monte Christo — jest pan takim koneserem malarstwa, ma pan u siebie tak znakomite dzieła, nie będę nawet zachwalał moich. A jednak mam tutaj dwóch Hobbemów, jednego Paula Pottera, Mierys, dwóch Gerardów Dow, Rafaela, Van Dycka, Zurbarana i jeszcze kilka Murillów. Zasługują na pańską uwagę.

— No popatrz — zdziwił się Debray — tego Hobbemę skądś znam.

— Naprawdę?

— Tak, ktoś proponował go dyrekcji muzeum.

— Ale ostatecznie muzeum go nie posiada — odezwał się Monte Christo.

— No nie, nie chciało go kupić.

— Czemuż to? — zapytał Château-Renaud.

— Ty to jesteś rozbrajający. Rząd nie ma na tyle pieniędzy.

— O, bardzo cię przepraszam — rzekł Château-Renaud. — Słyszę tę piosnkę codziennie od ośmiu lat i nadal nie mogę się do niej przyzwyczaić.

— Przyjdzie ci to z czasem.