Poklepał więc Edmunda po ramieniu. Edmund zadrżał i potrząsnął głową.

— Cóż to, nie spałeś pan wcale? — zapytał dozorca.

— Nie wiem — odpowiedział Dantès.

Dozorca spojrzał zdziwiony.

— Jeść się panu nie chce? — zapytał następnie.

— Nie wiem — odpowiedział jeszcze raz Dantès.

— Może chcesz czego?

— Chciałbym widzieć się z komendantem.

Dozorca wzruszył ramionami i wyszedł. Dantès odprowadził go wzrokiem, wyciągnął ręce ku drzwiom na wpół otwartym, ale drzwi się zamknęły.

Wówczas z jego piersi wyrwał się szloch i zdawać by się mogło, że pierś mu od niego pęknie. Łzy potoczyły się z oczu strumieniami. Padł na kolana, pochylając czoło ku ziemi i modlił się długo, przechodząc myślą całe swoje życie i pytał sam siebie, jaki też mógł występek popełnić w tak młodym wieku, który zasługiwałby na tę ciężką karę!