— No, po prostu przyszło mi nagle coś takiego do głowy — i mężczyzna w czerwonej chustce włożył ręce do kieszeni, spoglądając na młodzieńca wyzywająco — rozumiesz, mój mały Benedetto?...

Słysząc to imię, młodzieniec zreflektował się, gdyż podszedł do grooma i rzekł doń:

— Rzeczywiście, zleciłem coś temu człowiekowi, a teraz ma mi o tym opowiedzieć. Idź piechotą do rogatki, a potem weź sobie dorożkę, żebyś nie był na miejscu zbyt późno.

Zdziwiony groom odszedł.

— Przynajmniej odejdźmy trochę w cień — mruknął Andrea.

— O, jeśli o to ci idzie, sam znajdę dobre miejsce — rzekł mężczyzna w czerwonej chustce.

Wziął konia za uzdę i odprowadził tilbury w miejsce, gdzie rzeczywiście nikt nie mógłby dojrzeć, z jakimi honorami Andrea obchodzi się z nędzarzem.

— Naprawdę nie stoję o zaszczyt paradowania w pięknym powozie, jestem po prostu mocno zmęczony. A poza tym chciałbym pogadać z tobą o interesach.

— No, wsiadaj — rzekł Andrea.

Szkoda, że nie odbywało się to w dzień; zaiste, byłoby to ciekawe widowisko: włóczęga rozpierający się na haftowanych poduszkach, tuż obok wykwintnego chłopca, odgrywającego rolę stangreta.