W drzwiach pokoju baronowa spotkała pannę Kornelię, która była jej zaufaną pokojówką.

— Co robi moja córka? — zagadnęła pani Danglars.

— Cały wieczór ćwiczyła na fortepianie — odparła panna Kornelia — a potem się położyła.

Weszli do sypialni. Debray rozsiadł się na kanapie, a pani Danglars przeszła z panną Kornelią do gotowalni.

— Kochany panie Lucjanie — odezwała się pani Danglars zza portiery w drzwiach — wciąż się skarżysz, że Eugenia nigdy nie raczy rzec do ciebie ani słowa?

— Droga pani, nie ja jeden mogę się na to skarżyć — odpowiedział Lucjan, bawiąc się z pieskiem baronowej, który rozpoznał go i łasił się doń przymilnie. — Chyba i Albert de Morcerf żalił się pani, że nie jest w stanie wydobyć ani słowa z narzeczonej.

— To prawda, ale myślę, że pewnego ranka wszystko się zmieni i zobaczysz, jak Eugenia wchodzi do twojego gabinetu w ministerstwie.

— Jak to, do mojego gabinetu? A to po co?

— Z prośbą o angaż do Opery. Naprawdę, nigdy jeszcze nie widziałam, aby ktoś się tak pasjonował muzyką. U osoby z naszej sfery to śmieszne!

Debray uśmiechnął się.