— No cóż — rzekł — niech przyjdzie; byle miała pozwolenie barona i pani, zaangażujemy ją i będziemy się starać, aby wynagrodzenie odpowiadało jej talentowi, choć jesteśmy za biedni na tak wspaniałe umiejętności.
— Idź już sobie, Kornelio — rzekła pani Danglars. — Nie będziesz mi już potrzebna.
Kornelia odeszła, a po chwili pani Danglars wyszła z gotowalni w czarującym negliżu i usiadła przy Lucjanie.
Zadumana, zaczęła pieścić spanielka.
Lucjan wpatrywał się w nią przez chwilę, nic nie mówiąc.
— Powiedz, Herminio — rzekł wreszcie — ale szczerze, coś cię zraniło, prawda?
— Nie, nic...
A jednak coś przeszkadzało jej swobodnie oddychać; wstała, chcąc odetchnąć głębiej i poszła przejrzeć się w lustrze.
— Wyglądam tak, że można się mnie przestraszyć.
Debray już się zrywał, uśmiechnięty, aby biec do niej i uspokoić ją pod tym względem, ale wtem otwarły się drzwi.