Toteż owo tak dumne spojrzenie zostało wymierzone na próżno i chybiło celu.

— Panie Lucjanie — rzekła baronowa — oświadczam panu, że nie chce mi się spać nic a nic. Muszę panu opowiedzieć mnóstwo rzeczy: zostaniesz tu pan całą noc i będziesz mnie słuchał, choćbyś miał zasnąć na stojąco.

— Do usług, łaskawa pani — odparł z flegmą Debray.

— Drogi panie Debray — rzekł bankier — proszę, niech się pan nie zamęcza, słuchając bzdur, jakie chce ci opowiedzieć moja żona, równie dobrze możesz posłuchać ich jutro. Ten wieczór należy jednak do mnie, rezerwuję go dla siebie, a poświęcę go, jeśli mi pozwolisz, na przedyskutowanie z żoną ważnych interesów.

Cios był tak stanowczy i tak dobrze wymierzony, że ogłuszył tak Lucjana, jak baronową. Spojrzeli na siebie, jakby nawzajem szukali u siebie pomocy wobec takiego ataku; ale siła była po stronie pana domu i zatriumfował mąż.

— Ale niechże pan nie myśli, że pana wypędzam, drogi panie Lucjanie — podjął Danglars. — Nie, nie, bynajmniej. Nieprzewidziane okoliczności zmuszają mnie, abym dziś jeszcze porozmawiał z żoną. Proszę mi tego nie mieć za złe, przecież tak rzadko mi się to zdarza.

Debray wybełkotał coś w odpowiedzi, ukłonił się i wyszedł, obijając się o kanty ścian jak Natan w Atalii.

— Nie do wiary — szepnął do siebie, kiedy zamknęły się za nim drzwi — jak łatwo ci mężowie, których uważamy za tak zabawnych, biorą nad nami górę!

Danglars zajął na kanapie miejsce Lucjana, zamknął otwartą książkę, a przybierając pozę straszliwie pretensjonalną, jął się bawić z pieskiem. Ale piesek nie żywił dla niego takiej sympatii, jak do Debray’a i chciał go ugryźć — baron chwycił go więc za skórę na karku i cisnął na szezlong stojący na drugim końcu pokoju.

Zwierzę, wyrzucone w powietrze, zaskowyczało; po czym ucichło i schowało się za poduszkę, zdziwione tym niecodziennym dla niego traktowaniem.