— Tak, tak! I ja to zauważyłem. Gdybym wiedział to, co teraz, też bym niczego nie tknął, myślałbym, że chce nas otruć.

— I byłbyś się pan pomylił, jak sam widzisz.

— No tak, ale niech mi pani wierzy, ten człowiek ma inne zamiary. Dlatego chciałem się z panią widzieć, dlatego poprosiłem o rozmowę, dlatego chciałem panią ostrzec przed wszystkimi, ale przede wszystkim przed nim. Powiedz mi, pani — i Villefort spojrzał na nią tak przenikliwie, jak nigdy — czyś nigdy nie mówiła nikomu o naszym związku?

— Nigdy i nikomu.

— Rozumiesz, pani — rzekł serdecznie — że kiedy mówię „nikomu”, proszę mi darować tę natarczywość, to znaczy „nigdy nikomu na świecie”, czy tak?

— Och! Tak, tak, rozumiem bardzo dobrze — odparła baronowa, oblewając się rumieńcem. — Nigdy, przysięgam.

— Nie zapisujesz sobie aby wieczorem, co się działo w danym dniu? Nie prowadzisz pani diariusza?

— Niestety nie! Życie moje upływa na ulotnych głupstwach; ja sama o nich zapominam.

— A nie mówisz pani czasem przez sen?

— Śpię jak dziecko. Już nie pamiętasz?