— Powiadasz pan, że używa?
— Tak, używa.
— A więc nim nie jest?
— E, czy ja wiem? Sam się tak tytułuje, więc i ja go tak tytułuję, i wszyscy inni też. Czy to nie tak, jakby rzeczywiście miał ten tytuł?
— Ależ oryginał z pana! I co dalej? Pan Danglars był więc u pana na obiedzie?
— Był z wicehrabią Cavalcantim, jego ojcem markizem, panią Danglars, państwem de Villefort — o, to czarujący ludzie; z panami Debray’em, Morrelem, i kto tam jeszcze był?... Chwileczkę... Aha! I z panem de Château-Renaud.
— Była mowa o mnie?
— Ani słowa.
— Tym gorzej.
— A to czemu? Zdaje mi się, że sam pan sobie życzył, aby o panu zapomniano.