— No i co, wydarzyło się coś nowego? To znaczy, czy zrobiłeś pan coś dla mnie?

— Czyżbyś mi pan dał jakieś zlecenie przed wyjazdem? — spytał Monte Christo, udając niepokój.

— No, no, niech pan nie udaje. Podobno są sygnały, które możemy odbierać uczuciami na dalekie odległości: otóż w Tréport dostałem taki elektryczny sygnał. Albo zrobiłeś coś dla mnie, albo przynajmniej o mnie myślałeś.

— To możliwe. Istotnie, myślałem o panu, ale muszę się przyznać, że prąd, którego byłem przewodnikiem, działał niezależnie od mojej woli.

— Naprawdę? Niech mi pan opowie, błagam.

— To proste: był u mnie na obiedzie pan Danglars.

— Dobrze o tym wiem, bo właśnie dlatego z matką uciekliśmy.

— Ale był także u mnie pan Cavalcanti.

— Ten pański włoski książę?

— E, nie przesadzajmy. Pan Andrea używa tylko tytułu wicehrabiego.