— O!... — wykrzyknął d‘Artagnan, uniesiony namiętnością, którą ta kobieta umiała w sercach rozniecać — szczęście takie wydaje mi się niemożliwe i boję się, aby, jak sen, nie znikło, pragnę je jaknajprędzej w rzeczywistość zamienić!
— Trzeba najpierw zasłużyć na to mniemane szczęście.
— Co mam czynić? rozkazuj, pani!...
— Czy napewno? — rzekła milady z resztką wątpliwości.
— Wymień mi zbrodniarza, który wycisnął łzy z twoich pięknych oczu.
— Kto ci mówi, że płakałam?
— Zdawało mi się...
— Kobiety z mojem usposobieniem nie płaczą nigdy.
— Tem lepiej!... A teraz powiedz mi, jak on się nazywa?
— Pomyśl jednak, że imię jego to moja tajemnica.