— Czy ufasz mi pani?
— O! jeszcze się pytasz!
— Złóż ręce na krzyż: tak, dobrze.
Związał jej ręce chustką, a z wierzchu potem mocnym sznurem.
— Co robisz?... — zapytała milady zdziwiona.
— Załóż mi ręce na szyję i nie bój się niczego.
— Stracisz równowagę i spadniemy w przepaść oboje.
— Bądź spokojna, jestem marynarzem.
Nie było chwili do stracenia; milady zarzuciła ręce na szyję Feltonowi i dała się wyciągnąć przez okno.
Młody człowiek zaczął schodzić powoli z drabiny. Pomimo ciężaru dwojga ciał, huragan bujał niemi w powietrzu. Naraz Felton stanął.