— Nie, bo już się nie błyska.
— Potrącą o koniec drabiny.
— Na szczęście za krótka jest o sześć stóp.
— Nadchodzą już, mój Boże!
— Cicho!
I oboje pozostali zawieszeni, bez ruchu, bojąc się odetchnąć, o dwadzieścia stóp ponad ziemią, gdy żołnierze przechodzili pod nimi, śmiejąc się i rozmawiając głośno.
Patrol przeszedł, słychać było odgłos kroków oddalających się i szmer głosów coraz cichszy.
— O! teraz — odezwał się Felton — jesteśmy ocaleni.
Milady westchnęła i zemdlała.
Felton nie przestawał opuszczać się. Gdy poczuł już koniec drabiny i próżnię pod nogami uczepił się silnie rękami i tak zstąpił na ostatni szczebel, następnie zwisł w powietrzu, puścił drabinę i stanął na ziemi. Nachylił się, podniósł woreczek ze złotem i ujął go w zęby.