— Czyż mówię coś niepodobnego do prawdy? — zapytała milady z uśmiechem.
— Jesteś pani przyjaciółką kardynała, ponieważ przysłał cię tutaj, a jednak...
— A jednak źle o nim mówię — rzekła milady, kończąc myśl przełożonej.
— To jest, nic dobrego o nim nie powiedziałaś.
— Bo ja nie jestem przyjaciółką — odparła wzdychając — lecz ofiarą kardynała.
— Cóż znaczył list, w którym polecił mi panią?
— Jest to rozkaz dla mnie, bym tu siedziała, jak w więzieniu, aż każe mnie stąd zabrać jednemu z satelitów swoich...
— Dlaczegóż pani nie próbowałaś uciekać?
— Dokądżebym poszła? sądzisz pani, że jest na ziemi kącik, gdzieby kardynał nie był w stanie dosięgnąć, jeżeli tylko zechce wyciągnąć rękę?
Gdybym była mężczyzną, możeby to się udało; lecz cóż chcesz, by uczyniła kobieta? Młoda pensjonarka, jaką macie u siebie, czyż próbowała uciekać?