Słudzy policyjni, rozwodząc się w podziękowaniach, uprowadzili swą zdobycz.
W chwili, gdy wychodzili już, d’Artagnan uderzył po ramieniu ich przywódcę, mówiąc:
— Może wypijemy za wspólne zdrowie nasze? — i napełnił dwa kubki winem Beaugency, pochodzącem z hojności pana Bonacieux.
— Będzie to dla mnie niemałym zaszczytem — odparł tenże — i z wdzięcznością przystaję.
— Do ciebie, zatem, panie... jakże się nazywasz?
— Boisrenard.
— Panie Boisrenard!
— Za zdrowie twoje, szlachetny panie: jak godność pańska, jeżeli wolno zapytać?
— A nade wszystko — krzyknął d’Artagnan, jakby zapałem uniesiony — za zdrowie króla i kardynała.
Może być, iż miałby jaką wątpliwość, co do szczerości d’Artagnana, gdyby wino było liche, lecz że było wyborne, przekonany więc został zupełnie.