— Nadzwyczajnie, drogi mój Bonacieux, nie taję tego bynajmniej.
— Więc kardynał będzie ze mnie zadowolony?
— Spodziewam się.
— Wielki kardynał!...
— Czy pewny jesteś, że żona w rozmowie z tobą nie wymieniła żadnego nazwiska?
— Nie zdaje mi się.
— Nie wymieniała ani pani de Chevreuse, ani pana de Buckingham, ani pani de Vernet?
— Nie, powiedziała tylko, że wyprawiłaby mnie do Londynu dla załatwienia sprawy jakiejś osobistości, wysoko położonej.
— Zdrajca!... — szepnęła pani Bonacieux.
— Cicho! — rzekł d’Artagnan, ujmując jej rączkę, którą mu bezwiednie oddała.