— W każdym razie — ciągnął mężczyzna w płaszczu — jesteś niedołęgą, bo trzeba ci było udać, iż przyjmujesz zlecenie, byłbyś już teraz w posiadaniu listu; rząd, któremu grożą, byłby ocalony, a ty...
— A ja?...
— Ha!... a tobie, kardynał dałby dyplom szlachecki....
— Powiedział to panu?
— Rozumie się, iż chciał ci sprawić tę niespodziankę.
— Bądź pan spokojny — odrzekł Bonacieux — żona moja ubóstwia mnie, jeszcze czas.
— Dureń! — szepnęła pani Bonacieux.
— Cicho! — rzekł d’Artagnan, ściskając mocniej jej rękę.
— Jak to?... jeszcze czas? — zapytał mężczyzna w płaszczu.
— Pędzę do Luwru, wywołuję panią Bonacieux, powiem jej, że się namyśliłem, dostaję list i lecę z nim do kardynała.