— Czy tak?... O!...
Wykrzyknik ten dał kramarzowi do myślenia, że sprawa plącze się coraz więcej.
— Porwano ci ją?... — ciągnął dalej — a czy wiesz, kto ten gwałt popełnił?
— Zdaje mi się, że wiem.
— Któż taki?
— O! proszę pana, ja na pewno nie twierdzę, ale tylko podejrzewam.
— Kogóż mianowicie? No, odpowiadaj otwarcie.
Pan Bonacieux znalazł się w opałach; miałże przeczyć wszystkiemu, czy mówić? Przecząc, ściągnąć mógł na siebie podejrzenie, iż za wiele wiedział, a nic nie chciał wyznać; mówiąc zaś, dawał dowody dobrych chęci.
Postanowił mówić.
— Posądzam — rzekł — wysokiego bruneta, o dumnej postawie, wyglądającego na wielkiego pana; śledził nas kilkakrotnie, jak mi się zdawało, gdy chodziłem na spotkanie żony do furtki Luwru, aby ją zaprowadzić do domu.