Urzędnik okazał pewne zaniepokojenie.
— Jakże się nazywa? — zapytał.
— O! tego wcale a wcale nie wiem. Gdybym go jednak spotkał, poznałbym natychmiast, zaręczam, choćby wśród tysiąca ludzi.
Zachmurzyło się czoło urzędnika.
— Poznałbyś go wśród tysiąca, powiadasz? — ciągnął dalej.
— To jest — podchwycił Bonacieux, czując, że się zanadto pospieszył — chciałem powiedzieć...
— Mówiłeś, że poznałbyś go — rzekł zastępca sędziego — dosyć zatem na dzisiaj; zanim dalej pójdziemy, musi być ktoś zawiadomiony, iż znasz tego, który ci porwał żonę.
— Ależ ja nie mówiłem, że go znam! — zawołał zrozpaczony Bonacieux — powiedziałem przeciwnie...
— Wyprowadzić więźnia — rzekł do stróża urzędnik.
— A dokąd?... — zapytał woźny.