— Powiedziałem przecie panu, iż mi ją porwano.
— Tak, lecz wczoraj o piątej po południu uciekła dzięki twojej pomocy.
— Żona moja uciekła!... — krzyknął Bonacieux — O! nieszczęsna! Panie, jeżeli się tak stało, to nie z mojej winy, przysięgam!...
— Cóż więc robiłeś u pana d’Artagnan, sąsiada twojego, z którym w ciągu dnia miałeś długą naradę?
— A! tak panie sędzio, to prawda, przyznaję, iż zawiniłem. Byłem u niego.
— Jaki był cel tych odwiedzin?
— Prośba, aby mi dopomógł w odnalezieniu żony. Sądziłem, iż mam prawo upominać się o nią; byłem widocznie w błędzie, błagam więc pana o przebaczenie.
— A pan d’Artagnan cóż na to?
— Przyobiecał mi pomoc, spostrzegłem jednak wkrótce, że mnie zdradza.
— Zeznajesz to w obliczu sprawiedliwości. Pan d’Artagnan zawiązał z tobą przymierze, na mocy którego zmusił do ucieczki służbę policyjną, która przyaresztowała twoją żonę i ukrył ją przed wszelkiem poszukiwaniem.