— To prawda, moje dziecię — odparła królowa — masz zupełną słuszność.
— Daj mi, Najjaśniejsza Pani, ten list, bo czas nagli.
Królowa pobiegła do stolika, na którym znajdował się atrament, papier i pióra, napisała dwa wiersze, zapieczętowała je pieczęcią własną i oddała pani Bonacieux.
— A teraz... — odezwała się królowa — zapominamy o rzeczy potrzebnej.
— O jakiej?
— O pieniądzach...
Pani Bonacieux zarumieniła się.
— To prawda — odrzekła — a wyznać muszę Waszej Królewskiej Mości, iż mąż mój...
— Iż mąż twój ich nie ma, to chciałaś powiedzieć.
— I owszem ma je, lecz jest skąpy okrutnie i to jedyna jego wada. Wszelako niechaj Wasza Królewska Mość nie troszczy się, znajdziemy sposób...