— W takim razie nie dojedziesz nawet do Bondy: ja ci to mówię, słowo Trévilla.
— Dlaczego?
— Zamordować cię każą.
— Umrę, spełniając swój obowiązek.
— Lecz posłannictwo twoje nie będzie spełnione.
— To prawda — zauważył d’Artagnan.
— Wierzaj mi — ciągnął dalej Tréville — w przedsięwzięciach tego rodzaju na czterech, jeden tylko dotrzeć może do miejsca.
— A! masz pan słuszność — rzekł d’Artagnan — lecz znasz przecie Athosa, Porthosa i Aramisa i wiesz, czy mogę nimi rozporządzać.
— Ale nie powierzaj im tajemnicy, której i ja znać nie chcę.
— Raz na zawsze przysięgliśmy sobie ślepe zaufanie i wierność bez granic; wreszcie pan może im powiedzieć, iż ufasz mi zupełnie, a tak samo, jak pan, i oni mi zawierzą.