Aramis przywołał Bazina i rozkazał mu podążyć za nimi do Athosa.
— Chodźmy — rzekł biorąc płaszcz, szpadę i trzy pistolety i otwierając wszystkie szufladki dla przekonania się, czy w nich nie znajdzie choć kilku zabłąkanych pistolów.
Przekonawszy się ostatecznie, że poszukiwania te są zbyteczne, ruszył za d’Artagnanem, rozmyślając, w jaki sposób młody kadet z gwardji tak dobrze, jak i on, wiedział, kto była ta dama, której udzielił gościnności u siebie, i że lepiej jeszcze wiedział od niego, co się z nią stało.
Wychodząc, Aramis położył rękę na ramieniu d’Artagnana i wpatrzywszy się w niego badawczo, rzekł:
— Nie mówiłeś o niej nikomu?
— Nikomu w świecie.
— Ani Athosowi, ani Porthosowi nawet?
— Nie pisnąłem ani słówka.
— Tem lepiej.
Spokojny już zupełnie, Aramis szedł obok d’Artagnana, wkrótce obydwaj przybyli do Athosa.