W tej chwili wszedł Porthos.

— Co u licha — rzekł — dziwne rzeczy się dzieją; odkądże to w muszkieterach udzielają ludziom urlopów, gdy o nie nie proszą wcale?

— Odtąd, odkąd mają przyjaciół, którzy żądają tego w ich imieniu — rzekł d’Artagnan.

— A! a! — zawołał Porthos — widocznie coś tu nowego się święci?

— Tak — rzekł Aramis — jedziemy.

— Dokąd?

— Na honor, nie mam pojęcia — odezwał się Athos — zapytaj d’Artagnana.

— Do Londynu, panowie — odrzekł tenże.

— Do Londynu! — wykrzyknął Porthos — a cóż my tam będziemy robili?

— Tego właśnie powiedzieć wam nie mogę, trzeba mi zaufać.