— A to dlaczego, Planchetku?... — zagadnął młodzieniec.
— Czy pan dowierza naszemu gospodarzowi, panu Bonacieux?
— Ja? ani odrobinę.
— O! to bardzo dobrze!...
— Ale skąd to pytanie?
— Skąd? że kiedy pan z nim rozmawiał, ja się przypatrywałem, nie podsłuchując, broń Boże; o! panie, twarz mu się mieniła okropnie...
— Doprawdy!
— Pan był zajęty listem odebranym i nie zwrócił na to uwagi; lecz ja, któremu dziwne przedostanie się tego listu do nas dało do myślenia, ja nie straciłem ani jednej z jego min.
— Jakież to były miny?
— Zdradzieckie, proszę pana.