— Do licha!... — przerwał mu Athos. — Dawajże kieliszek. Szynki, chamie!... — krzyknął Athos — nie możemy już pić!...
— Co się z bratem jej stało? — począł lękliwie d’Artagnan.
— Z bratem?... — odparł Athos.
— Tak, z tym księdzem.
— O! dowiadywałem się o niego, aby go także pochwycić; ale uprzedził mnie, o dzień wcześniej opuścił probostwo...
— Czy przynajmniej dowiedziano się, kto był ten nędznik?...
— Bezwątpienia!... był to pierwszy kochanek i wspólnik dziewczyny, zacna osobistość, udająca proboszcza, dlatego może, aby wydać za mąż swoją kochankę i w ten sposób los jej zabezpieczyć. Spodziewam się że został poćwiartowany.
— O! Boże mój!... Boże!... — odezwał się d’Artagnan, oszołomiony tą straszną opowieścią.
— Spróbujże tej szynki, d’Artagnanie, wyśmienita? — rzekł Athos, krając kawał olbrzymi i kładąc mu na talerz. — Szkoda, że chociaż czterech takich nie było w piwnicy! wypiłbym o pięćdziesiąt butelek więcej.
D’Artagnan nie mógł dłużej znieść tej rozmowy, czuł, że przyprawiłaby go o szaleństwo.