Rozmowa ogólna toczyła się już od chwili; Porthos dawał właśnie do zrozumienia przyjaciołom, że wysoko położona osoba zajęła się jego umundurowaniem, gdy wtem wszedł Mousqueton.
Przyszedł on prosić Porthosa, aby natychmiast wracał do domu, gdzie, jak powiadał z miną strasznie skruszoną, obecność jego potrzebna jest gwałtownie.
— Czy przyniesiono moje umundurowanie?... — zapytał Porthos.
— Tak i... nie — odrzekł Mousqueton.
— Powiedzże, co się stało?...
— Chodźmy coprędzej, błagam pana.
Porthos wstał, pożegnał przyjaciół i udał się za Mousquetonem.
Za chwilę Bazin ukazał się na progu.
— Czego chcesz, mój przyjacielu?... — zapytał Aramis głosem słodkim, jaki zawsze przybierał, gdy go opanowywała myśl powrotu do stanu duchownego.
— Jakiś nieznajomy oczekuje na pana w domu — odpowiedział Bazin.