— Nieznajomy?... co to może być za człowiek?
— Żebrak, proszę pana.
— Daj mu jałmużnę, kochany Bazin, i proś go o modlitwę na intencję biednego grzesznika.
— Kiedy żebrak ten chce koniecznie z panem pomówić i utrzymuje, że pan będzie bardzo kontent z jego przybycia.
— Może ma do mnie interes osobisty?
— Tak, tak panie. Jeżeli pan Aramis (to są jego słowa) będzie się ociągał z powrotem, powiesz mu, że przychodzę z Tours.
— Z Tours?... — zawołał Aramis — panowie, wybaczcie, muszę was pożegnać, bo człowiek ten z pewnością przynosi mi wieści, jakich oczekuję oddawna.
Zerwał się i wyszedł pośpiesznie.
Zostali tylko Athos i d‘Artagnan.
— Sądzę, że nasze zuchy znaleźli nareszcie, czego szukali. Jak ci się zdaje, d‘Artagnanie?... — odezwał się Athos.