I d‘Artagnan wpadł do pokoju Athosa.
— No, opowiadaj! — rzekł tenże, zamykając drzwi na klucz dla bezpieczeństwa: Król może nie żyje? albo zabiłeś kardynała? widzę, że jesteś strasznie pomieszany: mów, dusza mi zamiera z niepokoju.
— Athosie — rzekł d‘Artagnan, zdejmując ubranie kobiece i zostawszy w jednej koszuli — Athosie, przygotuj się do usłyszenia historji nieprawdopodobnej, niesłychanej...
— Włóż najpierw ten szlafrok — rzekł poczciwy muszkieter przyjacielowi.
— Słucham cię teraz.
— Otóż — odpowiedział d‘Artagnan, nachylając się do ucha Athosa i, głos zniżając — milady ma wypiętnowany kwiat lilji na ramieniu.
— O!... — jęknął Athos, jak rażony kulą w serce.
— Powiedz mi — ciągnął d‘Artagnan — czyś pewny, że tamta nie żyje?
— Tamta? — powiedział Athos głuchym głosem, iż zaledwie go d‘Artagnan usłyszał.
— Tak, ta, o której opowiadałeś mi niedawno w Amiens.