— Czy naprawdę zależy ci na tem, kochany d‘Artagnanie?
— Będę ci wdzięczny do śmierci.
— Pani de Bois-Tracy zapytywała mnie przez swoją przyjaciółkę, mieszkającą na prowincji, czy wypadkiem nie mógłbym jej przysłać osoby, godnej zaufania, do usług jej osobistych. Otóż, kochany przyjacielu, jeżeli możesz zaręczyć, że ta oto panienka...
— O! panie — zawołał Katty — będę wdzięczną i poświęcę się cała na usługi osobie, która da mi możność opuszczenia Paryża.
— Skoro tak, kochana panienko — rzekł Aramis — to wszystko będzie dobrze.
Usiadł przy stoliku, napisał parę słów, zapieczętował pierścionkiem i oddał do rąk Katty.
— Obecnie, moje dziecko, — odezwał się d‘Artagnan — wiesz, że równie dla nas, jak i dla ciebie, niebezpiecznie tutaj zostawać, zatem rozłączmy się... Znajdziemy się kiedyś w lepszych czasach.
— Gdziekolwiek i kiedykolwiek się spotkamy — rzekła Katty — zastaniesz mnie pan zawsze równie kochającą, jak obecnie.
— Przysięga gracza! — mruczał Athos, gdy d‘Artagnan odprowadzał Katty na schody.
Niezadługo młodzi ludzie pożegnali się, przyrzekając zejść się o czwartej u Athosa, i zostawili Plancheta na straży mieszkania.