— Przebóg!... — zawołał d‘Artagnan — nie można było przybyć bardziej w porę; mięso na stole nie zdążyło ostygnąć jeszcze!... prawda, panowie?... — dorzucił młodzieniec, zwracając się do dwóch gwardzistów i prezentując ich przyjaciołom.
— Oha, jak widzę, bankietujemy tu sobie — rzekł Porthos.
— Spodziewam się, — dodał Aramis — że niema kobiet na waszym obiedzie.
— A czy jest wino możebne w waszej dziurze?... — zapytał Athos.
— Ależ na Boga!... jest wasze własne, drogi przyjacielu — odrzekł d‘Artagnan.
— Nasze własne wino?... — zawołał Athos zdziwiony.
— Tak, tak, to, coście mi przysłali.
— My przysłaliśmy ci wino?...
— Wiecie przecie dobrze, wino młode ze wzgórz andegaweńskich?
— Tak, wiem doskonale, o jakiem winie chcesz mówić.