— Nie — dodał Porthos — widzę oto, jak dwóch czy trzech zmyka, utykając na nogi.

W samej rzeczy kilku biedaków, pokrytych krwią i kurzem, uciekało drogą ku miastu: tyle ich tylko pozostało z całego oddziału.

Athos spojrzał na zegarek.

— Panowie — rzekł — godzina już upłynęła odkąd tu się znajdujemy i zakład już wygrany; lecz trzeba pokazać, co umiemy, a w dodatku d‘Artagnan nie opowiedział nam swojego pomysłu.

— Pomysłu mojego?... — zapytał d‘Artagnan.

— Tak... wszak mówiłeś, że ci dobra myśl przyszła do głowy?

— A! przypominam sobie: otóż wyruszam do Anglji po raz drugi i idę prosto do Buckinghama.

— Nie zrobisz tego d‘Artagnanie — rzekł Athos surowo.

— Dlaczego?... czy już raz tego nie zrobiłem?

— Tak, lecz wtedy nie byliśmy na stopie wojennej; wtedy pan Buckingham był naszym sprzymierzeńcem a nie wrogiem; to, co chcesz zrobić, wyglądałoby na zdradę.