— Panowie!... — zaczął Aramis — słuchajcie!...
— Słuchajmy, co powie!... — odezwali się trzej przyjaciele.
— Byłem wczoraj u pewnego uczonego doktora teologji, u którego zasięgam niekiedy rad co do moich studjów...
Athos uśmiechnął się.
— Mieszka on w pustej dzielnicy — ciągnął dalej Aramis — jego upodobania, powołanie, wymagają tego. Otóż w chwili, gdy wychodziłem od niego...
Tutaj Aramis zaciął się.
— Cóż dalej? — zapytali słuchacze — w chwili, gdy wychodziłeś od niego...
Widocznie Aramis czynił wysiłek, jak człowiek, który, zapędziwszy się w kłamstwie, naraz widzi nieprzewidzianą przeszkodę; lecz oczy trzech towarzyszów były w nim utkwione, słuch wytężony, cofać się już nie mógł.
— Doktór ten ma siostrzenicę — ciągnął dalej Aramis.
— A! siostrzenicę!... — przerwał mu Porthos.