Tak w oziminie drży ów zając

I głębiej chowa ciało w rów,

Widząc przez krzaki błyski luf!

XLI

Wreszcie Tatiana lżej oddycha...

Wstaje, przez mały idzie most...

Lecz do alei ledwie z cicha

Skręciła — patrzy: przed nią wprost

Eugeniusz!... Idzie, błyszcząc wzrokiem,

Jak groźny cień, ogromnym krokiem.