Talerzy lub widelców słychać,

Zgrzyt nożów i kieliszków brzęk.

Ale powoli gwar znów rośnie;

Ten i ów krzyczy coś donośnie,

Nie słucha nikt... Zgiełkliwy chór

Tworzą śmiech, hałas, pisk i spór...

Wtem drzwi rozwarto. Leński wchodzi,

Oniegin z nim. Gosposia — «Ach!

Nareszcie!» — woła... Jeszcze w drzwiach,

A już im każdy rad wygodzi: