«No cóż? Zabity!» — sąsiad rzekł.
«Zabity!» Krzyk ten go ocucił;
Eugeniusz zadrżał, broń odrzucił,
Odchodzi — woła ludzi — znikł...
Zarecki zręcznie, jako zwykł,
Na saniach składa chłodne ciało,
Skarb straszny kryje burką swą...
Poczuwszy trupa, konie drżą,
Rozdęły chrapy, pianą białą
Bryzgają na wędzideł stal