W Łarinów domu zmilknąć miał.

Ułan, niewolnik swojej doli,

Jechał do pułku, żonę brał.

Staruszka, córkę swą żegnając,

Gorzko się łzami zalewając,

Trzęsła się cała; Tania, acz

Śmiertelnie blada, jednak płacz

Wstrzymała, raczej łez nie miała.

W pamiętny pożegnania dzień,

Służba stłoczyła się przed sień,