XLII

Długo na niego patrzy tkliwa,

Na jego śmiałość nie ma skarg,

Nieczułej ręki nie odrywa

Od jego chciwych bladych warg...

W jej duszy wskrzesło uczuć tyle!

W milczeniu schodzą długie chwile...

Wtem drgnie i cicho rzecze wraz:

«Dość tego! Wstań pan!... Nadszedł czas

Wyznać, com kryła tak opornie...