Szalona żałość nim owłada...
Eugeniusz jej do nóg upada.
A ona drgnęła... Patrzy nań...
Nie mówi nic... Nie słychać łkań...
Nie widać gniewu, ni zdziwienia...
Usprawiedliwiał jego krok
Zagasły, chory jego wzrok...
Ten niemy wyrzut ją odmienia
I z dawnym sercem, pełnym snów,
Wskrzesza w niej proste dziewczę znów!