XXXV

Cóż mój Oniegin? Na wpół senny,

Z balu do łóżka spieszy już...

A bęben, czas zwiastując dzienny,

Ze snu Petersburg budzi tuż.

Wstał kupiec, ledwie zwłóczy troszka,

Na stację wlecze się dorożka,

Dzbanek — mleczarki zwalnia bieg,

Pod nią poranny skrzypi śnieg.

Słychać szmer ranka powitalny,